To pytanie zadał mi w pewnej rozmowie nasz znajomy terapeuta.

Odpowiedź zacznę od tego, co oznacza akceptować. Akceptować oznacza przyjąć bez stawiania warunków.

Już sama definicja może budzić opór. No bo jak tak zupełnie? Tak całkowicie? Ale co, kiedy…?

Te pytanie najczęściej dotyczą jednak zachowania osoby. Najczęściej związane są z tym, że ona coś zrobi, co jest trudne do zaakceptowania. Problem, jaki za tym stoi, jest taki: trudno oddzielić osobę od zachowania. Nie umiemy jasno określić, czego nie akceptujemy i w konsekwencji odrzucamy osobę ze względu na to, jak się zachowała. Czasem mamy nadzieję, że to odrzucenie osoby wpłynie na zmianę jej postępowania. W wielu przypadkach to nie działa. Przynosi wiele bólu. Niczego nie rozwiązuje.

Czy wiesz, że istnieje ktoś, kto to potrafi. Jego akceptacja i miłość na trwałe przemieniała nawet osoby z marginesu.

Oczywiście myślę o panu Jezusie.
Przeczytaj uważnie fragment z ew. wg św. Łukasza 19,1-10:
Potem wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A [był tam] pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: «Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu». Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: «Do grzesznika poszedł w gościnę». Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: «Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie». Na to Jezus rzekł do niego: «Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło».

Jezus doskonale znał Zacheusza. Wiedział o jego kolaboracji z rzymskim okupantem
i  o oszustwach, których się dopuszczał. Jednakże nie gardził nim. Był gotów wejść nawet do jego domu, zjeść z nim kolację, pomimo tego, że sam narażał się przez to na krytykę i odrzucenie.

Gdy ludzie mówili: do grzesznika idzie w gościnę, to mniej więcej oznaczało, że przymyka oko na takie zachowanie. Oczywiście wcale tak nie było. Jezus nigdy nie przymykał i nadal nie przymyka oka na grzech.

Jezus skupił się na osobie. I to właśnie sprawiło w Zacheuszu przemianę, której nikt się nie spodziewał.

Niedługo po wizycie u Zacheusza Jezus umrze na krzyżu. I w ten sposób zapłaci karę za jego uczynki. Karę, którą musiałby ponieść on sam.

Jezus nie odrzucał ludzi z powodu ich złego postępowania. Jezus umierając na krzyżu poniósł karę za ich grzech.

Jego akceptacja i miłość powodowała, że odrzuceni przez “porządnych ludzi” garnęli się do  Niego. To nie krytyka i osąd sprawiały, że porzucali dawny styl życia.

To jest siła Bożej akceptacji. I tego można się nauczyć od Pana Jezusa.

Oczywiście to nie jest łatwe i to kosztuje.

To jest dziedzina życia, w której ciągle nad sobą pracuję. Podzielę się tym co mi pomaga w codziennym akceptowaniu mojego męża jako osoby.

  1. Ciągłe przypominanie sobie, że przyrzekłam mu, że będę z nim na dobre i na złe. Niezależnie od tego, co się wydarzy. Biorąc z nim ślub po prostu przyjęłam go bez stawiania warunków. Sama się na to zdecydowałam.
  2. Świadomość, że ja sama zostałam bezwarunkowo zaakceptowana przez Pana Boga. I sama mam na koncie wiele przebaczonych przez Niego grzechów.
  3. Wybieram nie koncentrować się na tym, co jest trudne lub, co zrobił nie tak, ale na nim jako osobie.
  4. Zadaję sobie pytanie, czy chcę robić z tego powodu awanturę i w ten sposób psuć nasze małżeństwo.
  5. Uczę się, co warto zakomunikować we wrażliwy sposób a co odpuścić.

Zostawiam Cię ze słowami : Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Mt 7,12

Życzę Ci mądrości, cierpliwości i wytrwałości w budowaniu więzi z najbliższymi!

Leave a Reply

KEEP READING...

You may also like